Startuj z nami!

www.szkolnictwo.pl

praca, nauka, rozrywka....

mapa polskich szkół
Nauka Nauka
Uczelnie Uczelnie
Mój profil / Znajomi Mój profil/Znajomi
Poczta Poczta/Dokumenty
Przewodnik Przewodnik
Nauka Konkurs
uczelnie

zamów reklamę
zobacz szczegóły
uczelnie
PrezentacjaForumPrezentacja nieoficjalnaZmiana prezentacji
Inscenizacja Przedziwna historia o dwóch siostrach

Od 01.01.2015 odwiedzono tę wizytówkę 957 razy.
Chcesz zwiększyć zainteresowanie Twoją jednostką?
Zaprezentuj w naszym informatorze swoją jednostkę ->>>
* szkolnictwo.pl - najpopularniejszy informator edukacyjny - 1,5 mln użytkowników miesięcznie



Platforma Edukacyjna - gotowe opracowania lekcji oraz testów.



 

W zajęciach Koła Teatralnego naszej szkoły biorą udział dzieci nie tylko uzdolnione artystycznie, które czują potrzebę wyrażania siebie poprzez gest, mimikę, słowo, śpiew, czy taniec. Dla wielu z nich uczestniczenie w pracy kółka jest swoistą terapią w przełamywaniu lęku, nieśmiałości oraz zahamowań związanych z wadami wymowy.
"Przedziwna historia o dwóch siostrach"

Osoby:

Król Szłapeta III
Królewicz Janek
Nadworny Astrolog
Pustelnik
Sroka I
Sroka II
Sroka III
Smok
Zbójnik I
Zbójnik II
Zbójnik III
Placyda
Maryjka
Matka Placydy i Maryjki


Scena I

(Król Szłapeta III zafrasowany siedzi na tronie, ciężko wzdycha. Z prawej kulisy wychodzą trzy służące, stoją z boku i mówią)
I – Nasz król znowu taki zmartwiony…
II – Od dawna nie uśmiecha się…
III – Nie wydaje balów, nie urządza polowań…
I – Nie ma apetytu. Gotów nabawić się wrzodów żołądka!
II – A wszystko to przez królewicza Janka! Ma z nim sto kłopotów i jeszcze kilka.
III – Cicho!… Nadchodzi…
(Służące umykają w popłochu. Wchodzi królewicz Janek, wita ojca)
K.J. – Dzień dobry, ojcze! Jak ci się spało?
Król – Eh…
K.J. – Dlaczego jesteś taki markotny, tato?
Król – Ach…
K.J. – Ojcze, co się stało?!
Król – Synu, ja już nie mam do ciebie cierpliwości. Kiedy ty się w końcu ożenisz?
K.J. – No nie! Znowu to samo.
Król – Synku, nie możesz być taki wybredny. Poznałeś tyle panien z najlepszych książęcych rodów. Nie wierzę, że żadna z nich nie zawładnęła twoim sercem!
K.J. – Tak, masz rację, ojcze. Księżniczki były urocze, tylko… pierwsza jąkała się, druga nie umiała do trzech zliczyć, trzecia była zezowata, czwarta kulawa, piąta garbata, szósta skąpa, siódma tak bardzo gadatliwa, że gdy zaczęła gadać, to gadała, gadała, i nie mogła skończyć. A ósma domagała się ptasiego mleka i niebieskich migdałów. Ale najgorsze było to, że nazywała się Donna Pulcheria! Donna Pulcheria, wyobrażasz to sobie ojcze?!
Król – (z rezygnacją w głosie) Jeśli tak dalej pójdzie, to umrę nie zobaczywszy wnuków.
(W tym momencie na scenę wkracza nadworny astrolog)
Astrolog – Jaśnie panie, gwarantuję, że zobaczysz wnuki. Twój nadworny astrolog przybywa z dobrą wieścią.
(Zadowolony z wrażenia, jakie wywarły jego słowa na słuchaczach, czeka w ukłonie na reakcję króla)
Król – (niecierpliwiąc się) No, mówże wreszcie, z czym przychodzisz!
Astrolog – Królu jegomościu! Tejże nocy zobaczyłem na niebie przedziwnej piękności gwiazdę. Była to gwiazda królewicza Janka. A obok niej gwiazdę jeszcze piękniejszą – przecudnej panny, która nie pochodzi ani z książęcego, ani z królewskiego rodu.
Królewicz – A jak nazywa się owa panna?
Astrolog – Nazywa się tak pięknie, że gdy wypowie się jej imię, słowo to zamienia się w kląskanie słowika, w wiosenną jutrzenkę, w uśmiech dziecka. Nazywa się… Maryjka.
(Królewicz z dezaprobatą kręci głową)
Astrolog – Czemu kręcisz głową królewiczu?
K.J. – Bo nie dowierzam!
Astrolog – Dlaczego?
K.J. – Ponieważ tak samo wychwalałeś mi księżniczki!
Astrolog – Za przeproszeniem – mogę cię przekonać, królewiczu, że teraz mówię prawdę! Spójrz…
(Astrolog sięga do głębokiej kieszeni w swym pstrokatym płaszczu i wydobywa lusterko. Chucha w niego trzy razy, mamrocze coś pod nosem i pokazuje je królowi i królewiczowi)
K.J. – Rzeczywiście, przecudna (mówi z zachwytem). Miałeś rację, astrologu.
Król – Jak promyk słońca, jak róża skąpana w kropelkach rosy, a oczy ma jak niezabudki…
K.J. – Astrologu, powiedz mi, gdzie ona mieszka. Natychmiast do niej pójdę!
Astrolog – Niestety, królewiczu, tego nie wiem. Ale wyczytałem w gwiazdach, że zanim ją odnajdziesz, będziesz musiał przejść dziewięć rzek i pokonać siedem gór. Będziesz się przedzierał przez lasy pełne dzikiej zwierzyny i …
K.J. – Dość, astrologu! Choćbym miał iść na skraj świata, znajdę tę dziewczynę.
Król – Ależ synku, zastanów się, to wielce niebezpieczna wyprawa.
K.J. – Ojcze! Jadę szukać Maryjki. Tylko ta albo żadna ! (mówi stanowczo, po czym wybiega z komnaty)
Król – Janku, zaczekaj! (woła za wychodzącym) Gorąca głowa … (śmieje się). Ma to po mnie! – No, mój dobroczyńco, (zwraca się do astrologa) tym razem chyba ci się udało. Może zjesz ze mną śniadanko?
Astrolog – Z przyjemnością, łaskawy panie!
Król – Wobec tego, zapraszam… (król z astrologiem schodzą ze sceny)

Scena II

(Spotkanie z pustelnikiem)
(Zmiana dekoracji, las, chata pustelnika. Na scenie pojawia się królewicz Janek. Zmęczony zsiada z konia. Z chaty wychodzi pustelnik).
Pustelnik – Witaj młodzieńcze w moich skromnych progach.
Pustelnik – Wiem wszystko o tobie, królewiczu, bo mi o tym ptaki doniosły… a raczej tylko sroki, bo to wielkie plotkarki. Słyszałem, że szukasz prześlicznej dziewczyny o imieniu Maryjka…
K.J. – Ach, pustelniku! Dwa razy księżyc pokazał swoje pełne oblicze, odkąd jestem w drodze. Przebyłem dziewięć rzek, pokonałem siedem gór. Przedzierałem się przez gęste puszcze i grząskie bagna, odwiedziłem wiele wsi i miasteczek, ale nie spotkałem nikogo, kto by znał Maryjkę!
Pustelnik – A ja myślę, że jest ktoś, kto mógłby ci pomóc.
K.J. – Jeśli to prawda, obsypię cię złotem, pustelniku!
Pustelnik – Niepotrzebne mi twoje złoto królewiczu. Ja to czynię tylko dlatego, bo pragnąłbym ci nieba przychylić!
K.J. – Dlaczego? (zdumiał się królewicz)
Pustelnik – Bo sroki dawno mi doniosły, że masz dobre, ludzkie serce!
K.J. – Nic o tym nie wiem!
Pustelnik – Nie szkodzi. Zaczekaj chwilę, wezwę tylko moje wszędobylskie przyjaciółki. (Pustelnik wyjmuje fujarkę i wydaje na niej kilka dźwięków. Przylatują sroki, chwilę kołują po scenie, następnie skupiają się wokół pustelnika)
Sroka I – Witaj pustelniku!
Sroka II – Witaj przyjacielu wszystkich stworzeń!
Sroka III – Czym możemy ci służyć?
Pustelnik – Sroczki moje (głaszcze je po skrzydłach). Ten tu oto młodzieniec poszukuje dziewczyny imieniem Maryjka. Czy wiecie, gdzie ją można znaleźć?
Sroki – (podnoszą rejwach, krzyczą jedna przez drugą) Tak, tak, tak, wiemy, wiemy, wiemy, za lasem, za lasem, za lasem, tam, tam, tam (pokazują skrzydłami).
Pustelnik – Spokojnie! (krzyczy, ptaki cichną) Mówcie po kolei.
Sroka I – Maryjka mieszka w chatce pod borem.
Sroka II – Jest piękna i ma takie dobre serce.
Sroka III – Ma matkę – starowinkę i siostrę – Placydę, okropną wiedźmę. Strzeż się jej!!! (zwraca się do królewicza)
Wszystkie sroki – Strzeż się jej!
K.J. – Dziękuje wam sroki i tobie pustelniku za dobrą wiadomość i radę. Skoro wiem, gdzie szukać Maryjki, niestraszne mi żadne przeszkody. Żegnajcie!
Pustelnik – Żegnaj, królewiczu! Weź tę fujarkę. Gdy będziesz potrzebował pomocy srok, zagraj na niej, a przybędą one na twe wezwanie.
K.J. – Jesteś dla mnie taki dobry, pustelniku. Nie zapomnę ci tego. (królewicz dosiada konia, objeżdża scenę, pustelnik i sroki znikają)

Scena III

(Na scenę wpełza smok, królewicz zatrzymuje przed nim konia)
Smok – Ha, cóż ja widzę? Jakiś łakomy kąsek się zbliża. Podejdź do mnie, zjem cię na śniadanie, bom strasznie głodny!
K.J. – Nie zjesz smoku, bo mam do wykonania arcyważne zadanie. Jadę szukać dziewczyny o imieniu Maryjka!
Smok – Kogo powiadasz? Ryjka? Jakiego ryjka? Mów głośniej, bo nie słyszę!
K.J. – (krzyczy do smoczego ucha) Chcę odnaleźć dziewczynę o imieniu Maryjka!
Smok – Acha, Maryjka. Czy to ta, która tu przychodzi, żeby szukać pcheł na moim grzbiecie?
K.J. – Nie wiem, panie smoku, czy Maryjka, o której mówię, wybiera pchły z twojego grzbietu. Wiem tylko tyle, że to najpiękniejsza dziewczyna na całym świecie, że mieszka pod lasem w mizernej chałupinie, że ma siostrę…
Smok – Placydę! (wstrząsa się z obrzydzenia) Nie wspominaj mi jej imienia, bo gdy je słyszę, mam ochotę cię pożreć! Mów mi o Maryjce…
K.J. – Maryjka ma niebieskie oczy, jest podobna do najbielszej lilii, do wiosennej zorzy, a gdy się uśmiechnie, to niebo się otwiera…
Smok – (uradowany) To ona! To na pewno Maryjka! Kiedy tu przychodzi drapie mnie za uszkiem. A jej siostra Placyda, żeby diabła zjadła, tłucze mnie kijem po głowie i wymyśla od zielonych małp. A ja przecież jestem bardzo porządnym smokiem! Więc powiadasz, że chcesz się ożenić z Maryjką?
K.J. – Tak, smoku!
Smok – To idź i się żeń. A pozdrów ode mnie tę uroczą dzieweczkę, a jej siostrze, tej okrutnej Placydzie, powiedz, że ją pozdrawiam przez kupę kamieni. A strzeż się jej i zdrady.
K.J. – Dziękuję ci smoku za radę! Faktycznie, poczciwe z ciebie smoczysko. Bywaj zdrów! (królewicz odjeżdża, smok schodzi ze sceny).


Scena IV

(Królewicz jedzie przez las, scena lekko przyciemniona)
K.J. – Jaki ten las ciemny i ponury. Nie zdziwiłbym się, gdyby mieszkali tu zbójnicy. (Jedzie wolno, rozgląda się wokół. Nagle zza drzew wypadają zbójcy)
Zbójcy – Pieniądze albo życie (wrzeszczą i obstępują Janka).
K.J. – A słowo stało się ciałem…
Zbójnik – Dasz czy nie? (wymachują pałkami)
K.J. – Nie dam wam ani grosza!
Zbójnik I – Nie dasz?
K.J. – A nie!
Zbójnik II – Nie dasz?
K.J. – Nie!
Zbójnik III – No to sami sobie weźmiemy!
K.J. – (podnosi rękę, wstrzymując zgraję zbójców) Hola, nie tak prędko mości zbójcy. Jadę oświadczyć się przepięknej dziewczynie, Maryjce. Muszę mieć trochę pieniędzy na drogę, nieprawdaż?
Zbójnik I – Komu jedziesz się oświadczyć?
K.J. – Przecież mówię, Maryjce!
Zbójnik II – Bracia słyszeliście, on jedzie do Maryjki!
K.J. – To wy ją znacie?
Zbójnik III – A kto by jej nie znał. Ona jest jak najpiękniejszy anioł, a oczy ma jak kawałki nieba.
Zbójnik I – I często nas odwiedza. A jak przychodzi, to zaraz pyta: „Macie brudne koszule? Macie podarte spodnie i oberwane guziki? Dawać je prędko!”
Zbójnik II – I wtedy pierze nasze koszule, przyszywa guziki, łata nam podarte spodnie…
Zbójnik III – Każe nam się myć w potoku, szoruje nasze łby ryżową szczotką i piaskiem.
Zbójnik I – I zabrania nam kląć i napadać na podróżnych!
K.J. – Ale na mnie napadliście!
Zbójnik II – A to tylko dla zabawy, dla rozruszania kości. Przecież tak naprawdę, to my jesteśmy potulni jak baranki.
K.J. – (śmieje się) No dobrze, już dobrze. A powiedzcie mi czy znacie Placydę? (zbójnicy krzywią się z obrzydzeniem, spluwają)
Zbójnik III – Oj, to okropna czarownica. Ona kuma się z diabłami!
Zbójnik I – Zamienia nam wino w wodę, a chleb w kamień!
Zbójnik II – I każe mrówkom, aby nas gryzły!
Zbójnik III – Rzuca zaklęcia na ludzi! Strzeż się jej, jaśnie panie, strzeż !
K.J. – Dziękuję. Będę się miał na baczności. Ale komu w drogę, temu czas! Śpieszno mi do Maryjki.
Zbójnik I – Pozdrów ją, panie, od nas. A Placydzie powiedz, że życzymy jej, aby ją kaczki poszczypały, aby ją gęś kopnęła tylną nogą, aby jej język skołowaciał, aby…
K.J. – No dosyć już tych „życzeń”. (śmieje się) Żegnajcie, miło było was poznać. (Królewicz odjeżdża, zbójnicy schodzą ze sceny)

Scena V

(Wiejska chata. Przed chatą siedzi staruszka i płacze. Na scenę wbiegają sroki. Przyglądają się staruszce, śpiewają)
Sroki Ach, co tu się stało,
Ach, co tu się dzieje?
Stara matka siedzi,
Łzy z rozpaczy leje!
(Na scenę wchodzi Placyda w wianku na głowie z kwiatem w ręce)
Placyda – A sio. Wstrętne ptaszyska! (sroki uciekają)
(spostrzega matkę, mówi podniesionym głosem)
– No i czego, matko, tak rozpaczacie! Dzisiaj nastał dla mnie radosny dzień! (bierze się pod boki, śpiewa ochrypłym głosem)
Jedzie już mój miły z dalekiego świata,
Czekałam na niego przez długie dwa lata.
Czekałam, tęskniłam, oczy wypatrzyłam,
Kołaczy napiekłam, wina utoczyłam!
O hej!
(Matka nie zwraca uwagi na Placydę, płacze dalej, rozzłoszczona Placyda tupie nogą i krzyczy)
Placyda – Cicho! Cicho, mówię! Zaraz tu będzie królewicz Janek. O, już jedzie… (Słychać tętent konia. Na scenę wjeżdża królewicz Janek. Placyda piszczy z radości, rzuca się w kierunku jeźdźca. Zaskoczony Janek cofa konia)
K.J. – Ki diabeł? Kim ty jesteś, dziewczyno?
Placyda – Jestem Placyda, mój najdroższy królewiczu. We śnie widziałam, że jedziesz do mnie, aby mnie pojąć za żonę!
K.J. – Ciebie?!!
Placyda – Tak, kochany! Zawsze wiedziałam, że pisane mi być królową. Bo ja strasznie pragnę siedzieć na złotym tronie, wylegiwać się na stu pierzynach, jadać marcepany i rządzić całym królestwem. Tylko najpierw, widzisz, musimy się pozbyć twojego ojca. Może otruć go czymkolwiek, o na przykład muchomorami…
K.J. – Przepraszam, mościa panno. Powstrzymaj potok swej niemądrej wymowy, a pozwól mi przyjść do słowa. Przyjechałem tu nie po ciebie, ale po twą siostrę, Maryjkę!
Placyda – Po Maryjkę? Po tego wymoczka? Po to blade chuchro? (śmieje się) Jej już od dawna nie ma.
K.J. – Jak to? A gdzie ona jest?
Placyda – Nie wiem! Może ją zbójcy porwali, a może smok pożarł. Poszła w las i przepadła.
K.J. – Nie może być!
Placyda – Co znaczy, „nie może być”? Nie ma jej. Dziury w niebie z tego powodu nie będzie. A z resztą, jak mi nie wierzysz, to zapytaj matkę. (wskazuje na staruszkę, wzrusza ramionami i schodzi ze sceny)
K.J. – (podbiega do matki) Gdzie jest Maryjka, pani matko?
Matka – Ach, królewiczu! Ja matka, przeciw córce muszę przemawiać. (płacze) Placyda usłyszała, jak sroki plotkowały, że po jej siostrę jedzie królewicz, aby ją pojąć za żonę. Wtedy namówiła Maryjkę, by z nią poszła do lasu na maliny. Każda wzięła dzbanek i poszły. Ale wieczorem wróciła tylko Placyda. Powiedziała, że Maryjka spotkała na polanie księcia, który zabrał ją na swój zamek! Ale ja w to nie wierzę. Maryjka to dobre dziecko! Nigdy nie odeszłaby bez pożegnania, bez mojego błogosławieństwa.
K.J. – Ja też w to nie wierzę. Ale co robić? Gdzie jej szukać?
Matka – Nie wiem, królewiczu. Ale mam nadzieję, że właśnie ty ją odnajdziesz. I uradujesz serce starej matki.
K.J. – W takim razie pójdę do lasu, gdzie zaginęła Maryjka! I przyprowadzę ci ją matko, choćbym miał przejrzeć każde źdźbło trawy, choćbym miał zaglądnąć do każdej dziupli, choćbym miał się przedzierać przez najbardziej kolczaste krzaki.
Matka – Niech cię prowadzi dobra gwiazda, królewiczu.

SCENA VI


(Las. Królewicz zmęczony poszukiwaniami przysiada na kamieniu)
KJ. – Przeszedłem las wzdłuż i wszerz. Zajrzałem do każdej dziupli, do każdej nory, przedzierałem się przez najgęstsze chaszcze. I nic, ani śladu po Maryjce. Oj, nadworny astrologu! Przepowiadałeś mi wielką miłość, ale widocznie wzrok cię omylił albo gwiazdy okłamały… Na nic moje starania. Czas wracać do domu.
(Zniechęcony wstaje, otrzepuje ubranie, dotykiem wyczuwa w kieszeni jakiś przedmiot, wyjmuje fujarkę)
- Ach, to fujarka od pustelnika. Miałem na niej zagrać, by wezwać na pomoc sroki. W czymże one mogłyby mi pomóc. Nie wiem? Ale cóż, zagram. Na pożegnanie chociaż uściskam im skrzydełka. To takie poczciwe stworzenia.
(Zaczyna grać na fujarce. Na scenę wpadają sroki)
Sroka I – Przybywamy królewiczu na twe wezwanie.
Sroka II – Gdybyś wcześniej zagrał na fujarce, oszczędziłbyś sobie wiele trudu i zmartwienia.
Sroka III – Bo my już wiemy, co stało się z Maryjką!
K.J. – Co takiego? Skąd wiecie? Gdzie ona jest? Mówcie prędzej!
(Sroki jednocześnie zaczynają mówić, każda swoją kwestię)
Sroka I – To dzięcioł. To dzięcioł. To dzięcioł powiedział.
Sroka II – To czarownica Placyda ją zamieniła.
Sroka III – W kamień! W kamień! W kamień!
K.J. – Cisza!!! Mówcie po kolei, bo nic nie rozumiem!
Sroka I – Pewien sędziwy dzięcioł, ze starego rodu puszczańskich dzięciołów – więc można mu wierzyć – powiedział, że widział onegdaj dwie dziewczyny siedzące na tej polance i raczące się malinami z dzbanków.
Sroka II – Gdy słońce chyliło się ku zachodowi, a trawa okryła się rosą, obie dziewczyny wstały i chwyciły dzbanki, by pójść do domu.
Sroka III – Wtedy jedna z nich, a była to Placyda, znalezioną rózgą znienacka uderzyła siostrę po plecach i wypowiedziała zaklęcie: Deus meus, deus meus, zamień się w kamień!
Sroka I – I Maryjka zamieniła się w głaz. A Placyda, jak gdyby nigdy nic, poszła do domu. Po drodze sobie podśpiewywała i to tak fałszywie, że aż leśne dzwonki stulały płatki, słowiki spadały z drzew, a żaby znad strumyka…
K.J. – Dość, dość, wystarczy! Powiadacie więc, że ten głaz, to Maryjka?
(Królewicz wskazuje na kamień, cofa się, po czym obchodzi go dookoła, patrząc z niedowierzaniem)
Sroka II – Tak, królewiczu. To właśnie dziewczyna, której od dawna poszukujesz.
K.J. – Ale jak ją można odczarować?
Sroka III – Spróbuj wypowiedzieć podobne zaklęcie do tego, które użyła Placyda, tylko z innym zakończeniem.
K.J. – To znaczy jakie?
Sroka II – Ojej, żenić się chce, a taki głupi….
K.J. – No! No! Bez spoufalania się ptaszyska!( grozi palcem)
Sroka III – Nie złość się już królewiczu, a słuchaj uważnie. Weź rózgę, o na przykład tę, (podaje mu gałązkę) uderz nią w głaz i wypowiedz słowa: „ Deus meus, deus meus, zamień się w Maryjkę.”
K.J. – A jak nie poskutkuje?
Sroka I – Jak nie spróbujesz, to się nie przekonasz! Śmiało!
(Królewicz zbliża się do kamienia, uderza weń rózgą i mówi)
K.J. – „ Deus meus, deus meus, zamień się w Maryjkę! ‘’
(Światło gaśnie, słychać głośne akordy muzyki. Maryjka odrzuca skorupę kamienia. Światło zapala się.)
Sroki – Maryjka odczarowana! Maryjka odczarowana! Maryjka odczarowana!
(Wykrzykują radośnie i znikają ze sceny. Królewicz bierze za rękę Maryjkę i wyprowadza ją na środek sceny.)
K.J. – Maryjko, nie mogę uwierzyć, że cię wreszcie odnalazłem.
Maryjka (zawstydzona) – Królewiczu, tak długo czekałam na ciebie. Już myślałam, że zaklęta w kamień doczekam końca świata. A ty tymczasem poślubisz moją zawistną siostrę.
K.J. – Nigdy! Przenigdy!
Maryjka – Ale teraz wierzę, że oboje urodziliśmy się pod dobrą gwiazdą. Chodźmy do matuli, podzielmy się z nią naszym szczęściem.
K.J. – Dobrze, najdroższa. Ale najpierw trzeba ukarać Placydę za jej zbrodnię.
Maryjka – Janku, proszę cię, aby jej nikt nie karał!
K.J. – Nic z tego! Kara musi być, bo inaczej nie byłoby porządku i sprawiedliwości na świecie.
(Nagle słychać odgłos głuchego uderzenia. Maryjka przestraszona woła)
Maryjka – Janku, co to było? Boję się!
K.J. – Nie wiem, Maryjko!
(Na scenę wkracza Pustelnik)
Pustelnik – Spokojnie, moi drodzy. Już po wszystkim!
Maryjka – Po wszystkim? To znaczy po czym?
Pustelnik – Sroki opowiedziały mi, co cię spotkało, Maryjko. I całej okolicy obwieściły, że Janek zdjął z ciebie zaklęcie. A gdy o tym dowiedziała się Placyda, to pękła ze złości jak balon. Sama sobie wymierzyła karę.
Maryjka – To co teraz będzie? (Mówi płaczliwym tonem)
Pustelnik – Jak to co będzie? Szczęśliwe zakończenie naszej baśni.
(Pustelnik wraz z Maryjką i Królewiczem kłaniają się publiczności, zza kulis wychodzą pozostali aktorzy)


Opracowała Iwona Hausner

Umieść poniższy link na swojej stronie aby wzmocnić promocję tej jednostki oraz jej pozycjonowanie w wyszukiwarkach internetowych:

X


Zarejestruj się lub zaloguj,
aby mieć pełny dostęp
do serwisu edukacyjnego.




www.szkolnictwo.pl

e-mail: zmiany@szkolnictwo.pl
- największy w Polsce katalog szkół
- ponad 1 mln użytkowników miesięcznie




Nauczycielu! Bezpłatne, interaktywne lekcje i testy oraz prezentacje w PowerPoint`cie --> www.szkolnictwo.pl (w zakładce "Nauka").

Zaloguj się aby mieć dostęp do platformy edukacyjnej




Zachodniopomorskie Pomorskie Warmińsko-Mazurskie Podlaskie Mazowieckie Lubelskie Kujawsko-Pomorskie Wielkopolskie Lubuskie Łódzkie Świętokrzyskie Podkarpackie Małopolskie Śląskie Opolskie Dolnośląskie