Startuj z nami!

www.szkolnictwo.pl

praca, nauka, rozrywka....

mapa polskich szkół
Nauka Nauka
Uczelnie Uczelnie
Mój profil / Znajomi Mój profil/Znajomi
Poczta Poczta/Dokumenty
Przewodnik Przewodnik
Nauka Konkurs
uczelnie

zamów reklamę
zobacz szczegóły
uczelnie
PrezentacjaForumPrezentacja nieoficjalnaZmiana prezentacji
Niemożebne wierszyki - część druga

Od 01.01.2015 odwiedzono tę wizytówkę 1752 razy.
Chcesz zwiększyć zainteresowanie Twoją jednostką?
Zaprezentuj w naszym informatorze swoją jednostkę ->>>
* szkolnictwo.pl - najpopularniejszy informator edukacyjny - 1,5 mln użytkowników miesięcznie



Platforma Edukacyjna - gotowe opracowania lekcji oraz testów.



 

A oto i część II " Niemozebnych Wierszyków...", od których roją się kronikarskie zapisy w Samorządowym przedszkolu Nr 5 w Tomaszowie Lubelskim. Takich Kronik mamy juz kilka. Niedługo obchodzimy 25Lecie naszej Placówki, ojejku, jejku!

Mikołaj 6.12.1993.

Chodzi Mikołaj już od stuleci,

nosi prezenty dla grzecznych dzieci.

Dlatego dziecko w każdym kraju

już w grudniu myśli o Mikołaju.

I każde dziecko na całym świecie

marzy, by znaleźć coś w skarpecie.


I każdy myśli uśmiechnięty:

„Ach! Jak ja kocham te prezenty!

Lubię tak bardzo, że już od maja

zaczynam czekać na Mikołaja –

siwego dziadka w czerwonym stroju,

który się zjawia zawsze w Przedszkolu.”



Bal choinkowy

Dziś w przedszkolu każdy

czuje się jak nowy,

bowiem dzisiaj mamy Bal.

Jaki ? Choinkowy.

Lecz z tym balem dziwna sprawa.

No popatrzcie sami.

Dzieci siedzą, za to panie bawią się parami.

Od maluchów pani Ula

już od rana w sali hula.

W ręce klaszcze i się śmieje.

Patrzcie ludzie !

Co się dzieje !

A dyrekcja kółeczko zaplata

i ma w nosie całą resztę świata.

Panie z kuchni zostawiły pączki.

Przymierzają sobie maski-zajączki.

A do tego jeszcze pani Ela

w krasnoludka Świrka się wciela,

i mikrofon bierze do ręki,

wiersze mówi i śpiewa piosenki.

Tak z paniami było generalnie.

Za to z nami było całkiem normalnie.


Święto Walentego 14.02.1994.


W 6-latkach 14 lutego

obchodziliśmy Święto Walentego.

Rozdawaliśmy serduszka czerwone,

przedstawialiśmy „Teatrum Szalone”.

Najpierw była Rycerska Ballada,

tak jak w Dzień Zakochanych wypada,
o miłości rycerza do Donny.

A balladę śpiewaliśmy tak:


Chór Raz pod balkonnem

u pięknej Donny

na mandolinnie

grał rycerz konny.

Rycerz O piękna Donno

bądź moją żonną.

O piękna Donno

porwę Cię konno.

Chór A piękna Donna

bardzo wzruszonna

spadła z balkonna

w jego ramionna.

Donna spada.

A rycerz konny

nie złapał Donny,

bo waga Donny

była trzy tonny (autor nieznany).

(Rycerz, Donna i koń padają jedno na drugie.)
Potem była ballada tragiczna,

a w niej była Rozalinda śliczna

i zdradziła Frankenszteina upiora,

który żale wylewał jej swe.


A balladę śpiewaliśmy tak:


Frankensztein Zdradzone serce me

u piersi dynda mej.

Czemuś odeszła

o, Rozalindo ma.

Rozalinda Ja nie twa.

Frankensztein Czemu Witek miał pierwszeństwo ?

Rozalinda Bo miał.

Frankensztein On ci nigdy nie fundował.

Rozalinda To co.

Frankensztein Ja ci zawsze fundowałem.

Rozalinda Z czego? Z renty ?

Frankensztein Więc zaśpiewam jeszcze raz itd.( autor nieznany).

A na koniec złoty pierścionek

Ela ukryła, a szukał go Bronek.

Szukał długo, zawzięcie, uparcie.

W końcu znalazł go u Uli w kokardzie.

Potem chłopcy ubierali dziewczynki

i wręczali im Walentynki.

Dzień Matki 26.05.1994.Do przedszkola schodzą mamy
(My też na tym korzystamy).
Tańcujemy, balujemy,

przedstawienie serwujemy.

Potem każdy swojej mamie

siądzie szybko na kolanie.

I ze stołu na wyścigi

zjada różne makagigi.

Mówię wam, to święto cacy !

Ile ciastek jest na tacy !

Jakie uśmiechnięte mamy !

MAMY ! BARDZO WAS KOCHAMY !

Do ZOO wycieczka
z okazji Dnia Dziecka 01.06.1994.

Z „Wartą” warto ! Dziś do ZOO

pojedziemy na wesoło.

Zabieramy swe manatki,

pojedziemy zwiedzać klatki.

Przyjechaliśmy do ZOO,

rozglądamy się wokoło

i ruszamy już parami

patrzeć, co jest za kratkami.

Małpy były sympatyczne,

bo stroiły miny liczne.

Lew i lwica mocno spały,

bo obfity obiad miały.

Wilki poszły drzemać w krzaki,

przeżuwały siano jaki.

Nawet kozy i jelenie

też nudziły się szalenie.

Tylko paw się dziś wykazał,

piękny ogon nam pokazał.

Niedźwiedź się ukazał cały,
ryby głosu wciąż nie miały.

Obejrzeliśmy bociany,

kaczki, gęsi, pelikany.

Zrobiliśmy sobie zdjęcie

przed ogrodem na zakręcie,

gdzie kamienny nosorożec

z miejsca ruszyć się nie może.

Potem pełni animuszu

poszliśmy do autobusu.

Myśląc, jakby tu na raty

dostać tej cukrowej waty.

Znaleźliśmy więc sponsorów –

też na watę amatorów.

Pośród śmiechów i okrzyków

skubaliśmy ją z patyków.

Potem para, tuż za parą

wsiedliśmy do autokaru.

Wróciliśmy do przedszkola,

gdyż na obiad była pora.


SOS dla Ziemi 17.09.1994.

Od zarania we wszechświecie,

czy kto tego chce, czy nie,

Ziemię kupa śmieci gniecie !

W śmieciach potopimy się !

Co tu robić ? Trudna rada.

Brudy nas przykryją z głową !

Trzeba nam tą głową ruszyć

i ideę rzucić nową.

UWAGA !

NOWA IDEA: SOS DLA ZIEMI

Kiedy ranne wstają zorze,

w województwie, czy w powiecie,

każdy stara się jak może

uprzątając swoje śmieci.

Czy dorosły, czy maleńki,

każdy grabie wziął do ręki:

Pani Ewa z groźną miną

(wsparłwszy się wpierw kofeiną)

zgrabia dzielnie te odpady,

którym nikt nie daje rady.

Pewien okoliczny pies

(co wypuszczał H2S),

wąchał każdą kupkę śmieci

i olewał je jak leci.

Pan profesor korpulentny

wyraz twarzy miał odświętny.

Zebrał śmieci tu niemało

(żona je tu wyrzucała).

Mama zdjęła z wózka dziecię
i do wózka zbiera śmieci.

Dziecię się do pracy bierze

z całą głową w kontenerze.

Wszędobylska pani Ula,

w rękawice przyodziana,

sprawdza każdą kupę śmieci.

Szuka skórki od banana.

Pani Wandzia z wielkim wdziękiem,

pozuje z Karolkiem i ze śmieci pękiem,

prezentując swój hart ducha

tam, gdzie na hart jest posucha.

A dzieciaki przedszkolaki

chodzą całą zgrają.

Ciągle znoszą nowe śmieci,

w worki je wpychają.

Pani Ela rzecz „olała”

(wcześniej w lesie ze swą grupą posprzątała),

więc zmęczona po tym wielce

pilnie kawy pilnowała.

Zaś pani Marysia

trochę dziwna była dzisiaj:

„Jakoś się nieswojo czuję

chyba polunatykuję,

bo Dyrekcja załamana

biega wszędzie już od rana,

czepia się ludności licznej:

„Gdzie aparat jest fotograficzny?

Czym przy ekologicznym święcie

dziś zrobimy sobie zdjęcie ?!”

Wszyscy bardzo się starali,

śmieci w końcu posprzątali.

Nikt się śmiecić nie ośmieli,

gdyż dwóch mamy tropicieli,

którzy tropią śmieci z wprawą,

jeden w lewo, drugi w prawo.


Ziemniaczany Blues !

W szczerym polu wietrzyk wieje.

Nagle patrzy: Co się dzieje?

Przy sobocie, po robocie

Siedzi w polu ludzi krocie.

Są ojcowie, matki, dzieci

z koszykami tak jak leci.

Siedzą tuż pod lasem blisko

i czekają. Na co? Aż rozpali się ognisko.

Każdy w oczach ma wykrzyknik.

Hej, wietrzyku ! Chcesz, czy nie chcesz,

będzie Ziemniaczany Piknik.

Nawet jak nam na to nie pozwolisz
Rozpalimy to ognisko siłą naszej woli.

W ile portek, w tyle nóg

Każdy starał się jak mógł.

Tupał, dmuchał, że aż miło,

by się w końcu zadymiło.

Kiedy żar się zrobił wielki

wrzuciliśmy kartofelki.

Dla rodziców, dla dzieciaków

dostało się po ziemniaku.

Każdy jeden moi złoci

jadł uczciwie, aż się spocił.

Wszystkim bardzo smakowało.

Pani Ewie było mało:

– Był już Piknik Ziemniaczany,

teraz będzie kiełbasiany.

Kiełbasiany wieniec mam,

zaraz wam po pętku dam.

I już każdy fiku-miku

ma kiełbasę na patyku.

Już opieka ją i wędzi,

już dym w oczy wszystkich swędzi.

Mniam, mniam- po kiełbasie już.

Dobry był ten „kiełbasiany blues”.

Dobrze było jeść i pić –gorzej będzie zacząć tyć !

Pani Ewa swą nadwagę

wzięła szczerze pod uwagę

i już skacze na skakance,

aż się trzęsie na polance.

Pani Ela gole strzela,

że aż wszyscy uciekają,

tylko Marta i Agnieszka

w kucki resztki dojadają.

Gwizdnął wiatr w podziwie wielkim:

„Zjedli wszystkie kartofelki !

Zjedli cały kosz kiełbasy !

Co za ludzie ! Co za czasy !”

Cóż. Nic ludzi tak nie scala

Jak Przedszkolno-Familijno-Ziemniaczano-Kiełbasiana Gala !

Rodzice – dzieciom

Teatrzyk „Jaś i Małgosia
Wielka u nas dziś nowina.

Dziś teatrzyk się zaczyna.

Posiadały dzieci wszędzie,

patrzą, co to dzisiaj będzie ?

A na scenie, naszej scenie

zaczyna się przedstawienie.

Jest więc chatka, mała chatka,

a w niej ojciec, no i matka.
i jest jeszcze dwoje dzieci.

Kto to ? To Jaś i Małgosia przecież !

Patrzą dzieci zasłuchane,

buzie są pootwierane.

O ! Już drwal siekierą wali,

praca mi się w rękach pali.

Dzieci obiad mu przyniosły,

potem hen do lasu poszły.

A tam w lesie wilk był zły,

co wystawiał ostre kły.

Straszył Jasia i Małgosię,

lecz go dzieci miały w nosie.

Potem wpadła czarownica zła.

Biła miotłą i wołała: Hu-Hu-Ha !

Biedne dzieci w klatce uwięziła,

potem z wilkiem „rocka” zatańczyła.

A na koniec coś się w bajce poplątało:

Z czarownicy nic, a nic nie zostało,

wilk się zmienił w prawdziwego psa

(Szczekał hau ! hau !

i Jasiowi pogłaskać się dał).

Potem wszyscy śpiewali: tralala

I machali nam: pa, pa, pa.

Piękna bajka była, ani słowa,

wciąż ją można oglądać od nowa.


Hymn korektywny 17.01.1995.


Już od rana nas podrywa

do działania korektywa,

czyli bardzo atrakcyjna

gimnastyka korekcyjna.

Tak się gimnastykujemy,

że aż w kościach to czujemy.

Każdy ćwiczy, aż się kurzy:

Kasia – bo ma brzuch za duży,

Staś – bo krzywą ma łopatkę,

Jacek – zapadniętą klatkę,

Grześ – lordozę, Jaś – skoliozę,

Miś pluszowy ma sklerozę,

Asia – złe nosiła botki,

i ma przez to płaskie stopki.

Tęgo trzeba popracować,

by te wady skorygować.

By uzdrowić swoje stopki,

jedni robią hyc-kic-hopki,

drudzy postawili ławkę

i zrobili z niej ślizgawkę.

Ci z szarfami bardzo żwawo

wymachują w lewo, w prawo,
robiąc przy tym skłony boczne.

Jak się zmęczą, to odpoczną.

Reszta trzyma za nich kciuki,

by coś wyszło z tej nauki.

Żeby każdy był do rzeczy,

żeby znów miał proste plecy,

płaski brzuszek, ładne stopy,

żeby zdrowia miał na kopy.

Kiedy komuś na czymś zbywa,

nie ma to jak KOREKTYWA!


Sadzenie drzewek
na placu przedszkolnym 27.04.1995.


I ty taki i ja taki –

zaczynamy sadzeniaki.

Co sadzimy ? Młode drzewka:

świerki – Tomek, brzózki – Ewka.

Wszyscy bardzo się starają,

drzewka w dołki wnet wsadzają.

Pan leśniczy na nas liczy,

sprawdza więc dokładnie,

czy sadzonka prosto stoi,

czy nam nie upadnie.

Posadzone są już drzewka,

patrzcie w lewo, w prawo.

Pan leśniczy nam dziękuje,

wszyscy biją brawo.


Nasze Rajdowe Halucynacje


Popierając trend odnowy

zamysł powzięliśmy nowy,

by się zebrać z rodzicami,

z dziećmi, z psami, z kanarkami,

na rowerach i z wałówką,

ze słoneczkiem, co nad główką

będzie świecić jak się patrzy

i pojechać gdzieś raz, dwa, trzy.

Zgromadziliśmy w ten sposób

tak z 60 chyba osób.

Tak rodzice jak i dzieci

jadą wszyscy. Słońce świeci,

drzewa szumią, ptaszek śpiewa,

a w nas nowa myśl dojrzewa.

Ośla łączka była blisko,

stanęło obozowisko.

Bawiliśmy się w podchody,

urządziliśmy zawody.

Zrobiliśmy w workach biegi,
że aż nam wyskoczyły piegi.

Potem wyścig na rowerze

(bardzo śmieszny mówiąc szczerze).

Ubaw z niego był dla nas,

bo ten wyścig był na czas.

Wszystko by wspaniale było,

lecz słoneczko się wtrąciło.

Tak przygrzało od niechcenia,

ż mieliśmy przywidzenia.

Proszę: z dala na tym zdjęciu

babcia pedałami kręci.

Gdy z kubeczka się napiła,

w tatę Uli się zmieniła.

A tu znów widzicie sami,

że w tym pudle siedzi pani.

Nawet widać z drugiej strony,

że to mama jest Aldony.

Nagle, trach ! To nie są żarty –

z pudła wyszedł tata Marty.

Skąd te wszystkie przywidzenia ?

Czy z cieplnego porażenia ?

Toż na oślej łączce blisko

rozpaliliśmy ognisko.

Upiekliśmy tam kiełbaski,

by nam nie robiły łaski,

że je zjemy na surowo

i przegrzaliśmy się zdrowo !

Słońce z góry, ogień z boku,

w sumie sauna była wokół.

Nic dziwnego, że dlatego

zdarzyło się coś takiego.

Wróciliśmy więc do domu,

nie mówiąc nic nikomu.

Trudno. Nikt dziś nie docenia

prawdziwego, rajdowego, zbiorowego

PRZYWIDZENIA.


„Elegia” na Koniec
Roku Przedszkolnego



Koniec roku jest już blisko.

No i co ?

Pora zacząć widowisko.

O-ho ho !
Cały tydzień łup ! cup ! cup !

Już trwa szereg wstępnych prób.

Po parkiecie złotej toni

Próba próbą próbę goni.

Bęben bębni: ram-tam-tam,
tu piosenka, wierszyk tam.

Próby już tak długo trwają,

że dzieciaki już ziewają.

Wszyscy wyczekują wokół

kiedy będzie koniec roku,

bo na razie, rzecz fatalna,

wciąż trwa próba generalna.

Panie szarpią włosy z głowy:

„Taniec jeszcze nie gotowy !
Dwie piosenki jeszcze „w proszku” !

Czy zatańczyć Polkę „hurtem”,

Czy też może tak po troszku ?”

Wszyscy mieli tego dosyć,

wszystkim rwał się wątek !

Dzisiaj odetchnęliśmy z ulgą,

dzięki Bogu – Piątek.
Na ostatni guzik jesteśmy zapięci,

stoimy w szeregach dumni i przejęci,

śpiewamy, tańczymy jakby nakręceni.

Już niedługo odpoczniemy !

Aby do jesieni !

Od jesieni znów zaczniemy

w szkole pierwsze próby,

zostawimy poza sobą

przedszkolne „rozróby”.

Żegnaj nam Przedszkole,

Łza się kręci w oku,

bo już nie przyjdziemy

tutaj w przyszłym roku.


bieta Kawszyniec, Samorządowe Przedszkole Nr 5 w Tomaszowie Lub.

Umieść poniższy link na swojej stronie aby wzmocnić promocję tej jednostki oraz jej pozycjonowanie w wyszukiwarkach internetowych:

X


Zarejestruj się lub zaloguj,
aby mieć pełny dostęp
do serwisu edukacyjnego.




www.szkolnictwo.pl

e-mail: zmiany@szkolnictwo.pl
- największy w Polsce katalog szkół
- ponad 1 mln użytkowników miesięcznie




Nauczycielu! Bezpłatne, interaktywne lekcje i testy oraz prezentacje w PowerPoint`cie --> www.szkolnictwo.pl (w zakładce "Nauka").

Zaloguj się aby mieć dostęp do platformy edukacyjnej




Zachodniopomorskie Pomorskie Warmińsko-Mazurskie Podlaskie Mazowieckie Lubelskie Kujawsko-Pomorskie Wielkopolskie Lubuskie Łódzkie Świętokrzyskie Podkarpackie Małopolskie Śląskie Opolskie Dolnośląskie